Odp.: ms AN. Zob.: W krainę myśli 1946, 457-458.
Niepokalanów, 4 X 1940
Maryja!
Drogie Dzieci!
Bóg jest miłością [1 J 4,16], ponieważ zaś skutek podobny jest do przyczyny, więc i wszystkie stworzenia żyją miłością. I co do celu ostatecznego i co do celów pośrednich, i w ogóle w każdym zdrowym działaniu miłość jest główną sprężyną i motorem.
Człowiek dochodzący do lat dojrzałych szuka sobie istoty, której by mógł oddać serce i założyć własne gniazdo rodzinne. Miłość to przez Boga stworzona i wyniesiona do godności sakramentu.
Ale są dusze, które Pan Bóg do wyższej miłości powołuje.
Nie chcą one dzielić swego serca, obierając sobie za jedyną miłość umiłowanie samego Boga i Jemu całkowicie się oddają uroczyście przez śluby zakonne.
Ofiarują Mu wszystko, co mają lub posiąść by mogli, przez ślub ubóstwa, składają Mu ofiarę z życia rodzinnego ślubem czystości, a nawet ofiarują to, co człowiek ma najdroższego - własną wolę, rozum i duszę całą przez ślub posłuszeństwa.
By umożliwić wierne zachowanie tych ślubów, łączą się te dusze w zakonie, gdzie życie wspólne dopomaga do oderwania się od wszelkich rzeczy materialnych, klauzura święta strzeże serca od wpływów świata, a przepisy zakonne i polecenia przełożonych służą im do poznania woli Bożej w poszczególnych wypadkach codziennego życia.
Nic też dziwnego, że dusza zakonna, przebywająca poza klasztorem nie może nie słabnąć z dniem każdym w miłości ślubowanej, jeżeli nadzwyczajna łaska jej nie wspomoże, a wspomoże na pewno, jeżeli ten pobyt poza furtą nie jest zależny od jej woli. Jeżeli tylko ze swej strony nie zaniedba modlitwy i starania, by ślubów swoich świętych [a] jak najwierniej dochować. Bo czegóż by dobry Bóg nie uczynił dla duszy kochającej Go? Gdyby jednak ten pobyt był dobrowolny, na tę szczególną łaskę jakże by dusza mogła liczyć?...
W świecie nie można przebywać, by nie mieć przy sobie nieco groszy i nimi rozporządzać, jakżeż łatwo wtedy i o przywiązanie się do nich, zwłaszcza jeżeli zarobek lepszy lub rodzina zamożniejsza. Łatwo też o przywiązanie do tak materialnych rzeczy, jak pożywienie, odzienie czy mieszkanie.
Również nie można za klauzurą nie obcować z różnymi ludźmi. Jak łatwo wtedy o przywiązanie do stworzeń, z początku nieznaczne, a potem niepostrzeżenie nawet silnie podważające jedyną obraną miłość.
Co do ślubu posłuszeństwa nadnaturalnego - to jest on czymś tak wzniosłym, że na ogół nawet ludzie pojmujący jeszcze świętość dwóch poprzednich ślubów nie mogą nieraz zrozumieć jego wzniosłości. Jeżeli nawet zakonnik niedbały zatraca żywość wiary w wolę Bożą w zakonnym posłuszeństwie, cóż powiedzieć o ludziach świeckich, którzy przecież powołania zakonnego nie mają, nie znają go [b].
Stąd też im dłużej zakonnik bez konieczności zostaje na świecie, tym bardziej upodabnia się do otoczenia, w myśl zasady: "Z jakim przestajesz, takim się stajesz". I podczas gdy uczciwi ludzie świeccy, pośród których on przebywa, i kochająca go rodzina zdążają do zbawienia dusz drogą zwyczajną, on, ponieważ śluby zakonne złożył, a coraz słabiej je wykonuje, znajduje się coraz bardziej w niebezpieczeństwie utraty powołania i zbawienia. A i nieprzyjaciel duszy, powiedzmy wyraźniej - szatan, nie szczędzi trudu, by wynajdywać tysiączne racje, aby tylko opóźnić powrót duszy do warunków ułatwiających jej wierność w wykonywaniu ślubów. A nieraz i najbliższe otoczenie, przez źle pojętą życzliwość, skutecznie mu w tym dopomaga. Gdy zaś dusza sama też bardziej osłabnie, jeżeli sumienie jej coraz mniej czyste, coraz mniej delikatne, a stąd i dopływ łaski coraz słabszy, modlitwa coraz niedbalsza, to już i dla niej samej to, co było kiedyś ideałem, źródłem szczęścia, staje się czymś niedostępnym, a nawet odpychającym.
Może za czarno nakreśliłem życie zakonnika na świecie; ale wierzajcie mi, że wiadomości, które otrzymuję z różnych stron, potwierdzają to, co piszę [1].
Niepokalana wzbudziła w sercach naszych miłość ku sobie aż do całkowitego poświęcenia się Jej sprawie, sprawie pozyskiwania coraz więcej dusz dla Jej miłości, owszem - dopomagania wszystkim duszom do poznania Jej i ukochania, a przez Nią do zbliżenia się do Bożego Serca Jezusa, które miłość swoją ku nam posunęło aż do Krzyża i Tabernakulum. Jakżeż jednak moglibyśmy apostołować, gdy[by] w naszej własnej duszy miłość zamiast to coraz więcej się rozpalać - stygła?
Módlmy się często i gorąco - każdy za wszystkich i wszyscy za każdego, by Niepokalana nas od tego nieszczęścia ustrzegła.
Wasz brat
Maksymilian Kolbe
Przypisy
[1] Celem listu było ponaglenie niezdecydowanych i przebywających z własnej woli bez konieczności, poza klasztorem do powrotu do Niepokalanowa.



